Witaj ponownie mój traktowany po macoszemu blożku. Ile musisz się naczekać abym łaskawie się tutaj zalogowała i napisała co nieco o tym co u mnie słychać i co mi na wątrobie leży. Teraz pewnie będę się musiała tłumaczyć z mojej nieobecności... Wiem, że nie jestem wzorową blogerką (o ile można mnie kimś takim nazwać) jak chociażby zamieszczająca codziennie posty Kasia Tusk, lecz widocznie może się do tego nie nadaje. Od ostatniego posta, którego tu zamieściłam zmieniło się sporo, wliczając brak śniegu za oknem. Czuć wiosnę, co do tego nie mam wątpliwości! W tym roku zima minęła mi bardzo szybko, szczerze mówiąc prawie jej nie odczułam. Jedynym niemiłym wspomnieniem są spore mrozy ale temu nie ma się co dziwić ;)
Już drugi raz z rzędu przedwiośnie mi nie sprzyja. Pamiętam gdy rok temu na ponad miesiąc zrobiłam sobie przerwę od fotobloga, internetu i zdjęć. W tym roku - to samo. Naprawdę nie wiem co się dzieje, ale aktualnie nie mam chęci i pomysłów na zdjęcia. Komputer jeśli w ogóle zostaje włączony to raz na tydzień, co jest u mnie dziwne. Może sprawił to wszystko ten śnieg i mróz, które spowodowały brak chęci na jakiekolwiek sesje i odkładanie wszystkiego na wiosnę. No i co? Wiosna idzie a tu nic, leń się wkradł! Trzeba go szybko stamtąd wypędzić, aparat leży grzecznie i czeka :)
Żeby nie było, że wszystko zwalam na pogodę, to jest chyba jeszcze jeden powód nagłego odcięcia się od wirtualnego świata. Może być nim nagła chęć odpoczynku od tego wszystkiego, taka mała izolacja. Lecz od pewnego czasu zaczęłam myśleć nad swoją przyszłością i zdałam sobie sprawę, że nie można tak ciągle mieć na wszystko *piip* i wiecznie się obijać bo potem będzie naprawdę ciężko. Tak, za rok matura, nie trzeba się oszukiwać. Ktoś powie: przecież rok to szmat czasu, trzeba żyć chwilą i korzystać z życia, potem się o wszystkim będzie myśleć. OTÓŻ NIE. Wolę nie wiedzieć jaki będę miała w trzeciej klasie zapierdziel jak już teraz nie wezmę się do roboty. Może niektórzy wolą teraz sobie bimbać a potem tyrać jak dziki wół robiąc kursy szkoła-dom-korki-szkoła-dom korki. Proszę bardzo, ale ja się nie piszę na coś takiego. Lepiej potem nie żałować tak jak ja żałuję mojego powrotu do słodyczy. Minąłby już rok! Człowiek uczy się na błędach, w końcu nikt nie jest idealny... Ale temat zdrowego odżywiania jest chyba na oddzielny post :)


To nie moja wina, że gorzka czekolada jest o wiele zdrowsza niż Toffifee :)
Z takim apetycznym zakończeniem zostawiam Was do następnego posta, see you soon!