Witam wszystkich cierpliwych oczekujących posta :) Mój blog ma już rok! To niesamowite jak szybko leci czas i że nie było mnie tutaj ponad miesiąc. W ostatnim poście pisałam o majówce, teraz wielkimi krokami zbliżają się wakacje... Jeszcze na dodatek właśnie sobie uświadomiłam, że równo za miesiąc ukończę 18 lat. Kawał czasu. Prawdą jest, że każdy z nas powinien korzystać z życia ile się da, chwytać szanse dawane przez los. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jaki nasze wybory dokonywane w tej chwili mogą mieć finał w przyszłości. To tylko i wyłącznie twoja zasługa czy chwycisz dłoń wyciągniętą w twoim kierunku przez los i przeżyjesz świetną przygodę, czy może przejdziesz całkiem obojętnie i ominie cię coś fajnego.
Teraz przejdę do bardziej przyziemnych spraw. Wczoraj był cudowny
dzień. Całodniowe oczekiwanie na wieczorny mecz, trzymanie kciuków i ta
nadzieja, która przez 90 minut podtrzymywała na duchu. Zbyt wielka
pewność o wygranej jeszcze bardziej potęgowała smutek... Wielka szkoda
że nie awansowaliśmy do ćwierćfinału bo bardzo chętnie pokibicowałabym
jeszcze naszym chłopakom ;) Żaden inny mecz nie zastąpi tych emocji, które towarzyszą przy kibicowaniu swojej drużynie. Gdyby ktoś mi powiedział, że zarażę się tym
całym piłkoszałem to bym chyba wyśmiała!








